Co w angielskim jest trudne akurat dla Ciebie i dlaczego akurat to
Angielski wygląda na łatwy, dopóki nie zaczniesz go używać. Czasownik prawie się nie odmienia, rzeczownik nie ma rodzaju, a spora część słownictwa brzmi znajomo dla kogoś, kto zna polski: information, situation, organisation. Kłopot w tym, że angielski przeniósł całą tę utraconą fleksję gdzie indziej, i właśnie tam Polacy się potykają.
Polszczyzna koduje sens w końcówkach. Powiesz Kot widzi psa albo Psa widzi kot i wiadomo, kto kogo widzi, bo biernik sam to zdradza. Angielski nie ma czym tego zdradzić, więc pilnuje kolejności wyrazów: The cat sees the dog i The dog sees the cat to dwa różne zdania. Przestawianie szyku, żeby coś podkreślić, jest po polsku odruchem. Po angielsku bywa zmianą znaczenia albo po prostu błędem.
Druga rzecz, której polski nie ma w ogóle, to przedimki. Nie istnieje dla nich żadna końcówka ani słówko, które podstawisz jeden do jednego. Angielski każe Ci przy każdym rzeczowniku rozstrzygnąć, czy rozmówca już wie, o czym mowa: a car, kiedy wprowadzasz auto do rozmowy, the car, kiedy to auto już w niej jest. Polski robi dokładnie to samo rozróżnienie, tylko szykiem i kontekstem, więc nigdy nie było ono świadomą decyzją. Teraz musi być.
Trzecia to aspekt. Polski ma go wbudowanego w sam czasownik: robić i zrobić to dwa różne słowa, a wybór między nimi jest automatyczny. Angielski nie ma pary aspektowej. Zamiast niej rozmnożył czasy i czasowniki posiłkowe, więc to, co po polsku rozstrzyga jedna litera na początku wyrazu, po angielsku rozstrzyga wybór między I did it, I have done it i I was doing it.
Do tego dochodzi wymowa, podstępna dla polskiego ucha w bardzo przewidywalny sposób:
Poniżej rozkładamy te obszary na czynniki pierwsze: fałszywych przyjaciół, których między polskim a angielskim jest wyjątkowo dużo, wymowę oraz gramatykę. Wszystko z perspektywy kogoś, kto już mówi pełnym językiem i nie zaczyna od zera, tylko od miejsca, w którym te dwa systemy się rozjeżdżają.
Kliknij dowolne zdanie, aby zobaczyć tłumaczenie, wyjaśnienie gramatyki i przykładowe zdania.
Włącz tłumaczenie całej strony i czytaj obok siebie dwie wersje: polski i angielski.
Posłuchaj historii czytanej na głos, ze słowami podświetlanymi na bieżąco, aby poprawić wymowę i tempo czytania.
Polski i angielski czerpały z łaciny i francuskiego, ale w różnych epokach i przez różnych pośredników, więc znaczenia się rozjechały. Efekt jest podstępny: zdanie wychodzi gramatycznie bez zarzutu, tylko mówi coś innego, niż chciałeś. Poniżej te, które robią najwięcej szkody, razem z wersją, którą naprawdę chciałeś powiedzieć.
Aktualnie to nie actually. Aktualnie znaczy obecnie, czyli currently albo at the moment. Angielskie actually prostuje cudzą pomyłkę, znaczy w rzeczywistości. Zdanie Actually I work in Warsaw brzmi jak sprostowanie czegoś, co przed chwilą ktoś źle powiedział. Chciałeś: I currently work in Warsaw.
Ewentualnie to nie eventually. Ewentualnie znaczy w razie czego, opcjonalnie: possibly, alternatively, if need be. Eventually znaczy w końcu, po długim oczekiwaniu. We can eventually meet on Friday sugeruje, że do spotkania dojdzie kiedyś tam, po wielu przejściach. Chciałeś: We could meet on Friday if need be.
Sympatyczny to nie sympathetic. Sympatyczny to nice, likeable, friendly. Sympathetic znaczy współczujący, okazujący zrozumienie w nieszczęściu. My new boss is very sympathetic mówi, że nowy szef Ci współczuje, bo najwyraźniej coś złego Cię spotkało. Chciałeś: My new boss is really nice.
Dres to nie dress. Dres to tracksuit, w amerykańskim także sweatsuit. Dress to sukienka, więc I was wearing a dress at the gym tworzy obraz, którego zapewne nie planowałeś. Chciałeś: I was wearing a tracksuit at the gym.
Lunatyk to nie lunatic. Lunatyk chodzi we śnie, czyli jest to sleepwalker. Lunatic to szaleniec. My brother is a lunatic to poważne oskarżenie, a Ty chciałeś powiedzieć: My brother is a sleepwalker.
Pupil wygląda identycznie w obu językach i znaczy co innego. Po polsku to ulubieniec albo domowe zwierzę, po angielsku pupil to uczeń, a w drugim znaczeniu źrenica. Zwierzak to pet, a ulubieniec to favourite.
Hazard po polsku to gra na pieniądze, czyli gambling. Angielskie hazard to zagrożenie: a fire hazard, a health hazard. Zdanie He has a problem with hazard nie znaczy nic zrozumiałego. Chciałeś: He has a gambling problem.
Fabryka to factory, nigdy fabric. Angielskie fabric to tkanina, materiał. Zamiast She works in a fabric powiedz She works in a factory.
Ordynarny to nie ordinary. Ordynarny znaczy wulgarny, chamski: vulgar, crude, rude. Ordinary znaczy zwyczajny, przeciętny, więc It was an ordinary joke mówi, że żart był nijaki, a nie że był świński. Chciałeś: It was a crude joke.
Trzy krótkie na koniec, bo wracają w rozmowach o codziennych sprawach. Recepta od lekarza to prescription, natomiast receipt to paragon ze sklepu. Genialny to zwykle brilliant, podczas gdy genial znaczy serdeczny i wylewny. Konfident to donosiciel, czyli informer, a confident znaczy pewny siebie, co jest komplementem, a nie zarzutem.
Polski akcent w angielskim to nie jedna wielka mgła, tylko kilka bardzo konkretnych nawyków. Nazwane, dają się poprawiać pojedynczo.
Akcent wyrazowy. W polskim akcent pada na przedostatnią sylabę i nie wymaga myślenia. W angielskim jest ruchomy i sam w sobie niesie znaczenie. PREsent z akcentem na pierwszej sylabie to prezent, rzeczownik. PreSENT z akcentem na drugiej to czasownik przedstawiać. Tak samo działają pary REcord i reCORD, IMport i imPORT, OBject i obJECT, PROduce i proDUCE. Reguła jest luźna, ale przydatna: rzeczownik ma akcent bliżej początku, czasownik bliżej końca. Polski nawyk najsilniej zdradza się w dłuższych słowach, bo automatycznie przesuwasz akcent na przedostatnią sylabę. Photography ma akcent na drugiej sylabie, comfortable na pierwszej, a nie tam, gdzie podpowiada polski rytm.
Redukcja sylab nieakcentowanych. Polski wymawia każdą samogłoskę wyraźnie i uczciwie. Angielski zjada wszystko, co nieakcentowane, spłaszczając to do jednego neutralnego dźwięku. Dlatego comfortable ma w mowie trzy sylaby, a nie cztery, vegetable także trzy, a Wednesday dwie. Wymawianie każdej sylaby równie starannie brzmi dla rozmówcy jak dyktowanie, nawet jeśli każdy dźwięk z osobna jest poprawny.
Dźwięki zapisywane jako th. Polski nie ma ani dźwięcznego, ani bezdźwięcznego odpowiednika, więc odruchowo podstawiasz najbliższy polski dźwięk. Think wychodzi jako sink albo fink, this jako dis albo zis. Skutkiem jest zlewanie się par: thing i sing, three i tree, they i day, mouth i mouse. Poprawka jest czysto mechaniczna: czubek języka wychodzi między zęby, a powietrze przeciska się dookoła niego. Wygląda to przesadnie i dokładnie o to chodzi.
Ubezdźwięcznienie na końcu wyrazu. To najkosztowniejszy nawyk, bo zmienia słowa, a nie tylko brzmienie. Polski konsekwentnie ubezdźwięcznia wygłos, przez co chleb brzmi jak chlep, a róg jak ruk. Przeniesione na angielski daje dog słyszane jako dock, bed jako bet, bag jako back. Ważna podpowiedź: w angielskim różnicę słychać przede wszystkim w samogłosce, która przed dźwięczną spółgłoską jest zauważalnie dłuższa. Wydłuż samogłoskę w bed, a rozmówca usłyszy poprawnie, nawet jeśli końcówka wyjdzie słabo.
Samogłoski. Polski ma sześć samogłosek ustnych, angielski kilka razy więcej, i część par różni się długością oraz napięciem, a nie barwą. Stąd kłopotliwe zestawienia ship i sheep, live i leave, full i fool, cat i cut, bad i bed. Polskie i wpada dokładnie w środek między ship a sheep, więc rozmówca zgaduje z kontekstu.
W kontra V. Polska litera w czyta się jak angielskie v, dlatego west wychodzi jako vest, a wine jako vine. Dobra wiadomość: angielskiego dźwięku w wcale nie musisz się uczyć, bo masz go w polskim ł. Zacznij white tak, jak zaczynasz łyk, a wyjdzie idealnie.
Przydech. Polskie p, t, k są bez przydechu. Angielskie na początku wyrazu mają wyraźny wydech, i bez niego pin słyszane jest jako bin, a tie jako die. Sprawdzian jest prosty: trzymana przed ustami kartka papieru powinna drgnąć.
Przedimki to najtrudniejsza rzecz w angielskim dla Polaka, i ma to strukturalną przyczynę. Polski nie ma przedimków, ale ma dokładnie to samo rozróżnienie, tylko wyrażone szykiem. Kiedy mówisz Do pokoju wszedł mężczyzna, mężczyzna jest nowy, słuchacz o nim jeszcze nie wie. Kiedy mówisz Mężczyzna wszedł do pokoju, jest już znany. Po polsku to, co znane, idzie na początek, a to, co nowe, na koniec. Angielski nie może tak przestawiać, bo szyk jest mu potrzebny do czegoś innego, więc tę samą informację przykleja z przodu rzeczownika w postaci przedimka.
Dlatego I bought a car. The car is red to kształt każdej angielskiej opowieści. Za pierwszym razem auto jest nowe, więc a. Za drugim jest już wspólną własnością rozmowy, więc the. Ta sama logika działa wtedy, gdy rzecz jest jedyna w danej sytuacji, nawet bez wcześniejszej wzmianki: powiesz Close the door, bo w tym pokoju są jedne drzwi, i the sun, bo słońce jest jedno. Brak przedimka też jest wyborem. I like music mówi o muzyce w ogóle, a I like the music o konkretnej, tej, którą właśnie słychać. Jeśli przy każdym rzeczowniku zadasz sobie pytanie, czy rozmówca wie, o który egzemplarz chodzi, odpowiedź prawie zawsze wskaże właściwy przedimek.
Siedem przypadków kontra prawie żaden. Polski rzeczownik sam mówi, jaką pełni rolę, dlatego szyk może służyć do podkreślania i budowania nastroju. Angielski rzeczownik nie mówi nic, więc rolę wyznacza miejsce w zdaniu i przyimek. Skutek jest taki, że angielski szyk jest o wiele sztywniejszy, niż się wydaje: podmiot, orzeczenie, dopełnienie, i dopiero potem reszta. Polskie Marka lubi Anna jest naturalne. Angielskie Mark likes Anna i Anna likes Mark mówią co innego, bo nie ma tam biernika, który by to rozstrzygnął. Podobnie okoliczniki mają swoje miejsce, a wtrącanie ich w środek, między czasownik a dopełnienie, brzmi łamano: nie I like very much this book, tylko I like this book very much.
Aspekt. Polski ma go w samym czasowniku: robić i zrobić, pisać i napisać. Angielski nie ma pary aspektowej, więc to samo rozróżnienie rozłożył na czasy i czasowniki posiłkowe, i stąd bierze się śliskość Present Perfect. I did it opowiada o zamkniętym zdarzeniu w przeszłości, I have done it mówi o teraźniejszym skutku tego zdarzenia. Żadne z nich nie odpowiada wprost polskiemu zrobiłem, bo polska forma dokonana obsługuje oba naraz. Praktyczna wskazówka: konkretny zamknięty czas w zdaniu, taki jak yesterday czy last year, wyklucza Present Perfect. Skutek widoczny teraz, doświadczenie życiowe albo coś trwającego do tej chwili wybiera Present Perfect.
Czasy Continuous, czyli to, czego polski nie ma wcale. Polskie robię obsługuje zarówno I do, jak i I am doing, więc forma ciągła bywa pomijana albo wciskana wszędzie. Różnica jest realna: I work in Kraków to stan trwały, a I am working in Kraków to tymczasowość. Odpowiadając na pytanie o bieżącą chwilę, prawie zawsze potrzebujesz formy ciągłej. Wyjątek dotyczy czasowników stanu, takich jak know, want, like czy understand, których w formie ciągłej się nie używa, choć po polsku brzmią równie procesowo jak każde inne.
Słownik podaje jedno angielskie słowo na jedno polskie i przy słowach codziennych to zawodzi. Oto słowa używane kilka razy dziennie, a które po angielsku rozpadają się na dwa lub trzy albo trafiają gdzie indziej, niż podpowiada słownik.
Wzór jest zwykle ten sam: polskie słowo jest szersze i resztę zostawia kontekstowi, a angielski każe wybrać. Bywa też odwrotnie, jak przy know i go. Tłumaczenie codziennego słowa sprawdzaj w zdaniu.
Śledź swoją praktykę z bezpłatnym kontem PollyStop. Wracaj do swoich słów, spróbuj trochę więcej i uczyń naukę częścią dnia.
Utwórz moje bezpłatne konto